Czy w 2026 roku da się jeszcze zarobić na nieruchomościach?
Po latach dynamicznych wzrostów cen polski rynek nieruchomości wchodzi w etap większej dojrzałości. Inwestowanie przestaje opierać się na założeniu, że „nieruchomości zawsze drożeją”, a coraz częściej na chłodnej analizie rentowności, ryzyka i płynności wyjścia z inwestycji.
Jak podkreśla Karol Szumański, partner zarządzający w Marshall Real Estate, dobra inwestycja to taka, która ma plan A i plan B – zarówno na etapie najmu, jak i ewentualnej sprzedaży.
Liczenie kosztów zamiast liczenia na wzrost cen
Cena zakupu to tylko jeden z elementów całej układanki. O realnej opłacalności inwestycji decyduje pełne wyliczenie kosztów: wykończenie, podatki, zarządzanie nieruchomością oraz uwzględnienie okresów pustostanów. Dopiero na tej podstawie można ocenić, czy lokal generuje przewidywalny dochód i zachowuje płynność.
Najem jako fundament bezpieczeństwa
Przy stabilizujących się cenach sprzedaży to dochód z najmu ponownie staje się głównym argumentem inwestycyjnym. Najem długoterminowy i średnioterminowy oferują dziś większą przewidywalność przepływów finansowych niż modele oparte na wysokiej sezonowości, które wymagają większej skali i profesjonalnego zarządzania.
Selekcja zamiast skali
Nowy cykl rynkowy faworyzuje nieruchomości uniwersalne: funkcjonalne, dobrze skomunikowane i atrakcyjne zarówno dla najemców, jak i przyszłych nabywców. To one najłatwiej bronią swojej wartości i zapewniają elastyczność strategii.
Rynek dla inwestorów liczących, nie spekulujących
Rok 2026 nie będzie czasem łatwych zysków, ale może być dobrym momentem dla inwestorów, którzy opierają decyzje na danych, realistycznych założeniach i długoterminowym podejściu.
Pełną rozmowę z Karolem Szumańskim można przeczytać w Business Insiderze.







